Prasa

Ciekawe artykuły

Poniższe artykuły zostały udostępnione przez Archiwum "Gazety Wyborczej" na okres jednego miesiąca na podstawie umowy o patronacie medialnym w ramach projektu "Kompromis na rynku pracy - innowacyjny model aktywizacji zawodowej kobiet".

Kiedy kobiety mają równe szanse
Kobieto, skutecznie walcz o swoją pracę
Job-sharing, czyli jeden etat dla dwóch kobiet
Kobiety w UE zarabiają mniej
Czy policjantki są gorsze od policjantów
Macierzyństwo
Prawa, przywileje, urlopy, pomoc i pieniądze dla rodziców
Rząd chce wydłużyć urlopy macierzyńskie, ale "kobiety pracujące" są temu przeciwne
Pracownica na macierzyńskim to dla firmy nic strasznego
W całej Unii Europejskiej łatwiej ścigać alimenciarzy
Debata "Gazety" - Zawód matka

Gazeta Wyborcza nr 131, wydanie waw z dnia 06/06/2006 KRAJ, str. 7

MAGDALENA KULA

Kiedy kobiety mają równe szanse

Gdy oferty pracy są z uwagą: "Kandydatury kobiet mile widziane".
Taki dopisek w ogłoszeniach o pracy jest w Norwegii obowiązkowy. W Finlandii każda firma ma program wyrównywania szans kobiet i mężczyzn. A jak pracującym kobietom powinien pomóc nasz rząd?
O sprawdzonych na świecie pomysłach dyskutowali wczoraj eksperci z kilku krajów na konferencji "Równe szanse - wyższa efektywność".
Anu Sajavaara z Fińskiej Konfederacji Pracodawców: - Za przedszkole córki płacę 200 dol. miesięcznie. Mało, bo jest ono dofinansowane przez rząd. To najlepsze wsparcie.
W Finlandii każdy pracodawca zatrudniający ponad 30 osób musi opracować program wyrównywania szans kobiet. - Informacje o wolnym stanowisku trzeba tak formułować, by nie faworyzowały żadnej płci. Dostęp do awansów dla wszystkich ma być na równych zasadach - wylicza Sajavaara.
W norweskiej prasie od 20 lat każde ogłoszenie o pracy opatrywane jest dopiskiem: "Kandydatury kobiet mile widziane". Działa. Zawodowo pracuje tam aż 70 proc. kobiet. Norweżki są aktywne w polityce. - W latach 80. premierem została Gro Harlem Brundtland. Powtarzała, że "kobiece poczucie sprawiedliwości trzeba wprowadzić do polityki". Jej rząd w połowie składał się z kobiet. Tak zostało do dziś - mówi Ellen Kjos-Kendall, ekonomistka z Norweskiej Konfederacji Pracodawców.
Lisbet K. Berning z Danii: - W latach 1992-2001 przeprowadziliśmy badania 2300 przedsiębiorstw. Te zarządzane przez kobiety wykazały 38-procentowy zysk, zarządzane przez mężczyzn - 34-procentowy.
- Kobiety są pragmatyczne, świetnie radzą sobie w pracy zespołowej, w negocjacjach - uzasadnia Aude Zieseniss de Thuin, prezydent Forum Kobiet na rzecz Ekonomii i Społeczeństwa z Francji. Ale przypomina: - W krajach UE kobiety na kierowniczych stanowiskach stanowią tylko 32 proc., w zarządach firm zasiada ich 10 proc., a prezesami jest 3 proc.
Jak poprawiać te wskaźniki? Ekspertki wyliczają: trzeba zwiększyć udział kobiet w polityce, o równych prawach mówić od początku edukacji, a pracodawców zachęcać, by o nie dbali.
Nasi politycy na wspieranie pracujących Polek mają dwa pomysły. Chcą wydłużać urlopy macierzyńskie - nawet do 52 tygodni. I żądają gwarancji zatrudnienia dla matek po urlopach. - PiS chce, by nie można było ich zwolnić przez trzy lata, LPR - przez 2,5 roku, a SLD - przez rok - wylicza związana z PiS wiceminister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska. - Staram się przekonać konserwatywnych polityków, że zamykając kobiety na siłę w domu, nie skłonią ich do rodzenia dzieci. W dzisiejszej trudnej sytuacji gospodarczej to rozwiązanie obróci się przeciw kobietom. Pracodawcy po prostu przestaną je zatrudniać.
Przeciw gwarancjom zatrudnienia w liście otwartym do rządu i parlamentu zaprotestowały wczoraj organizacje kobiece i Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".


Gazeta Stołeczna nr 130, wydanie waw z dnia 05/06/2006 WYDARZENIA, str. 4

AGNIESZKA POCHRZĘST

Kobieto, skutecznie walcz o swoją pracę

Chcesz zmienić pracę? Jesteś na urlopie macierzyńskim i nie wiesz, jak wrócić na rynek pracy? A może chodzisz na rozmowy kwalifikacyjne i nadal jesteś bezrobotna? Jeśli choć raz odpowiedziałaś "tak", zgłoś się do Stowarzyszenia OPTA. Oni wiedzą, jak pomóc kobietom.
Stowarzyszenie OPTA rozpoczęło realizację kolejnej edycji Programu Aktywizacji Zawodowej Kobiet "Od NowA". W pierwszej edycji programu wzięły udział 444 kobiety, około 40 proc. z nich teraz pracuje. Znalazły wymarzoną pracę, założyły stowarzyszenie pomagające molestowanym kobietom lub wpadły na pomysł własnej firmy. Ze szkoleń i warsztatów prowadzonych przez organizację bezpłatnie mogą korzystać kobiety bezrobotne, powracające na rynek pracy lub bierne zawodowo w wieku 25-55 lat, mieszkające w Warszawie, powiecie piaseczyńskim lub pruszkowskim.
- Chcemy pomóc kobietom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej: pozostającym w relacjach rodzinnych z osobą uzależnioną, doznającym przemocy zarówno fizycznej, jak i psychicznej lub samotnie wychowującym dzieci - mówi Marta Lewandowska, wiceprezes Stowarzyszenia OPTA.
Pomoc ma charakter indywidualny. Każda uczestniczka jest pod opieką konsultantki - tutorki - pomagającej jej w rozwiązywaniu trudności, motywującej ją do zmian.
W ramach programu "Od NowA" kobiety mogą liczyć na pomoc psychologa, prawnika oraz doradcy zawodowego. Biorą udział w szkoleniach z zakresu motywacji, asertywności i autoprezentacji. W specjalnych pięciodniowych warsztatach "Spadochron" uczestniczki odnajdują własny potencjał, uczą się, jak pisać CV i list motywacyjny i skutecznie poruszać się po rynku pracy. W szkoleniu "Wirtualna firma" dowiadują się, w jaki sposób rozpocząć działalność gospodarczą.
Kolejna edycja programu zostanie sfinansowana z dotacji uzyskanej z Europejskiego Funduszu Społecznego. Program potrwa 23 miesiące: od maja 2006 do końca marca 2008. Kobiety, które chciałyby wziąć w nim udział, mogą zgłaszać się od poniedziałku do piątku, dzwoniąc pod nr tel. 0 22 626 05 00 w godzinach od 10 do 16.


PRACA nr 21 dodatek do Gazety Wyborczej nr 118, wydanie waw z dnia 22/05/2006 , str. 3
ANNA MALINOWSKA

Job-sharing, czyli jeden etat dla dwóch kobiet

Kobiety dzielą się pracą
Młode matki, które chcą pogodzić pracę z macierzyństwem, mogą podzielić się obowiązkami z kobietami, które są w podobnej sytuacji. Na Śląsku rusza popularny na całym świecie program job-sharing.
Program polega na dzieleniu etatu między dwóch pracowników. Nie będzie to jednak praca na pół etatu - pracownicy podzielą się czasem pracy, płacą i urlopem. Jest on przeznaczony dla kobiet, które po urodzeniu dziecka mają problem z powrotem do pracy. W najbliższych tygodniach pracę w ramach programu rozpocznie 50 młodych matek.
Beata Piechocka z gliwickiej Śląskiej Fundacji Wspierania Przedsiębiorczości (organizator akcji): - Nareszcie pojawia się nadzieja dla kobiet aktywnych zawodowo, które pracę próbują pogodzić z macierzyństwem - mówi Piechocka. Już niedługo rozpocznie się rekrutacja kobiet do programu. W jej przeprowadzeniu pomoże wojewódzki urząd pracy, który znajdzie też pracodawców chętnych do udziału w programie. Praca na jednym stanowisku zostanie podzielona między dwie kobiety. - To musi być świetnie dobrany tandem - tłumaczy Piechocka. - Panie nie mogą być konfliktowe, muszą dobrze się poznać i umieć ze sobą współpracować. Wszystkie przejdą wcześniej odpowiednie kursy, podczas których nauczą się pracy w parach.
Według danych Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Katowicach w ubiegłym roku na 100 bezrobotnych mężczyzn przypadały 124 kobiety. Najwięcej z nich pracowało wcześniej w takich branżach jak przetwórstwo przemysłowe i handel. Były lepiej wykształcone od mężczyzn. Ponad 6 proc. stanowiły specjalistki w danej dziedzinie, podczas gdy specjalistów mężczyzn było o połowę mniej. Bezrobotne matki, które same musiały wychowywać dziecko do 7. roku życia, to grubo ponad 10 tys. zarejestrowanych. Przytłaczająca większość kobiet bez pracy to osoby młode, przed 34. rokiem życia.
Job-sharing narodził się w Wielkiej Brytanii. Szybko przyjęły go inne kraje - Niemcy, Włochy czy Hiszpania. W 2000 roku ok. 1 proc. zatrudnionych w Wielkiej Brytanii korzystało z job-sharingu. Z roku na rok ich liczba rosła. W ciągu ostatnich dwóch lat jedna czwarta pracujących (głównie rodziców z małymi dziećmi) prosiła o elastyczną pracę.
Piechocka: - Na Zachodzie do takiej pracy nikogo nie trzeba przekonywać. System job-sharing skierowany jest tam nie tylko do młodych matek, ale też na przykład do ludzi, którzy dopiero zaczynają pracować albo będą odchodzili na emeryturę. Wybraliśmy na razie tylko młode matki, ale jak program się powiedzie, to skierujemy go też do innych środowisk.
Zdaniem dr hab. Magdaleny Środy, filozofa, feministki, proponowane zmiany nie polepszą jednak sytuacji kobiet w Polsce. - To nie ten kierunek. I dla kobiet z dziećmi, i dla pracodawców będzie lepiej, jeśli etat otrzyma jedna osoba. Praca matki z dzieckiem powinna być traktowana zadaniowo. Nikt nie powinien odmierzać jej czasu spędzonego za biurkiem. Trzeba rozliczać ją z zadań. Dlaczego też nikt nie pomyśli na przykład o przedszkolach w miejscach pracy? Do tego potrzeba tylko trochę dobrej woli i wyobraźni - uważa dr Środa.


Gazeta Wyborcza nr 57, wydanie waw z dnia 08/03/2006 ŚWIAT, str. 13

DOMINIKA PSZCZÓŁKOWSKA

Kobiety w UE zarabiają mniej
Bruksela apeluje do mężczyzn: pomagajcie partnerkom w domu.

Kobiety zarabiają w krajach UE gorzej niż mężczyźni, bo mają więcej obowiązków domowych, a zawody zdominowane przez panie są gorzej opłacane - uważa Komisja Europejska. I apeluje do mężczyzn, by pomagali kobietom w domu.
Z opublikowanego właśnie w Brukseli raportu wynika, że kobiety w UE zarabiają średnio o 15 proc. mniej niż mężczyźni. Najgorzej jest na Cyprze (kobiety zarabiają tam o jedną czwartą mniej), Słowacji, w Estonii i Niemczech. Najmniejsze różnice płac są na Malcie (4 proc.) i we Włoszech, ale tam kobiety często w ogóle nie pracują.
Zdaniem ekspertów Komisji jest kilka powodów tych różnic. Zawody często podejmowane przez kobiety (np. nauczycielki czy pielęgniarki) są gorzej opłacane. Głównie kobiety opiekują się dziećmi i osobami starszymi, a więc trudniej im pogodzić pracę z życiem prywatnym.
Dowodem na to może być statystyka dotycząca pracy na część etatu. Co trzecia Europejka i zaledwie co 15. Europejczyk pracują właśnie na część etatu. Pod tym względem bardzo duże są różnice między krajami UE. Zdecydowanym rekordzistą jest Holandia, gdzie na część etatu pracuje trzy czwarte zatrudnionych kobiet. Na Słowacji, Węgrzech, w Czechach, na Litwie i w Grecji to tylko kilka procent.
Wśród powodów niższych zarobków kobiet Komisja wymienia także nieobiektywne systemy oceny pracowników oraz stereotypowe pojmowanie roli kobiety i mężczyzny. "Należy podjąć zdecydowane działania, by walczyć z seksistowskimi stereotypami i zachęcać mężczyzn, by wywiązywali się ze swych obowiązków w sferze domowej i rodzinnej" - apeluje Bruksela. Zaleca rządom stworzenie zachęt finansowych, by mężczyźni częściej brali urlopy rodzicielskie i więcej zajmowali się dziećmi.
W Polsce sytuacja kobiet na rynku pracy jest lepsza niż przeciętnie w UE. Polki zarabiają o 10 proc. mniej niż mężczyźni, ale różnica ta w ciągu ostatnich pięciu lat zmniejszyła się aż o pięć punktów. Jednocześnie jednak wyjątkowo mało Polek - tylko 46 proc. - w ogóle pracuje, podczas gdy średnia w UE to 56 proc. Tak jak w większości krajów Polki są bardziej zagrożone bezrobociem niż mężczyźni. W niepełnym wymiarze pracuje u nas 14 proc. wszystkich zatrudnionych kobiet i 8 proc. mężczyzn.
Choć prawie we wszystkich państwach UE kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn, nadal jest ich nieproporcjonalnie mniej wśród polityków, biznesmenów i naukowców. Wśród członków parlamentów średnio co czwarty poseł to kobieta (w Polsce co piąty). Wśród menedżerów 32 proc. to kobiety, lecz w miarę wspinania się po biznesowej drabinie ich odsetek spada i stanowią już tylko 10 proc. członków zarządów firm (w Polsce te liczby są trochę wyższe).
Komisja Europejska zapowiedziała podjęcie działań, które mają doprowadzić do równouprawnienia. Zamierza m.in. przeznaczyć 50 mln euro do 2010 r. na stworzenie Europejskiego Instytutu Równości Płci. Ma on wpływać na kształt europejskiego prawa, organizować kampanie informacyjne i zbierać dane, które ułatwią porównywanie sytuacji w krajach UE. Ma m.in. powstać fundusz promujący przedsiębiorczość kobiet i sieć kobiet zajmujących ważne stanowiska polityczne i gospodarcze.


Gazeta Stołeczna nr 105, wydanie waw z dnia 06/05/2006 - 07/05/2006 Z DRUGIEJ STRONY, str. 2

KAROLINA KOWALSKA

Czy policjantki są gorsze od policjantów

Komendanci boją się ciąży

Stołeczni komendanci policji niechętnie zatrudniają kobiety. Uważają, że funkcjonariuszki wykorzystują ciążę jako pretekst do wyłgania się od pracy. Policjantki są oburzone.
W stołecznej policji pracuje coraz więcej kobiet. Są młode, wykształcone, znają języki, a inteligencją często przewyższają kandydatów płci męskiej. Przełożeni zgodnie przyznają, że panie sprawdzają się szczególnie w dochodzeniówce, gdzie liczą się inteligencja i intuicja. Ale "policjant kobieta" - jak fachowo określa ją Ustawa o policji - nie jest traktowana na równi z "policjantem". Dlaczego? Bo może zajść w ciążę.
- Koleżanki odsuwają moment zajścia w ciążę, bo boją się o swoją karierę. I nie chodzi o zwolnienie, ale o kłopoty z awansem na kolejny stopień - mówi "Gazecie" młoda policjantka, która woli pozostać anonimowa. - To jakaś paranoja. Jednym z argumentów za wstąpieniem do policji było to, że nie muszę martwić się o sprawy socjalne i nikt mnie nagle nie wyrzuci. A zaczyna być jak w firmie prywatnej.
Policjanci przyznają, że funkcjonariuszki w ciąży odsuwane są od najtrudniejszych zadań. W najbardziej sfeminizowanej warszawskiej komendzie śródmiejskiej policjantki w ciąży zajmują się pracą biurową. Dopiero po powrocie z urlopu macierzyńskiego wracają do przesłuchiwania, wyjazdów na miejsce zdarzenia czy pieszych patroli na ulicach. Przełożeni policjantek przekonują, że to dla ich dobra.
- To oczywiste, że funkcjonariuszek w ciąży nie można narażać na niebezpieczeństwo. Nie zleca im się przesłuchań ani przeszukiwania, bo nie sposób przewidzieć reakcji zatrzymanego - mówi przyjazny paniom wiceszef śródmiejskiej policji Andrzej Król.
Ale w nieoficjalnych rozmowach inni zwierzchnicy stołecznych policjantek przyznają, że kobiety to dla nich tylko kłopot.
- Co którą przyjmę, to zaraz przychodzi z brzuchem, a ciąża od pierwszego dnia jest zagrożona - skarży się szef jednego z komisariatów. Jego kolega z innej jednostki oburza się, że na zwolnienie chcą iść funkcjonariuszki "z jeszcze płaskim brzuchem": - Moja żona, dochodzeniowiec, pracowała do samego końca. Urodziła kilka godzin po zakończeniu zmiany. Nie rozumiem, dlaczego niektóre panie traktują ciążę jak ciężką chorobę - mówi oficer.
Zdaniem ginekolog Anny Cyganek praca w policji nie zagraża ciąży. - Ciężarna policjantka powinna być traktowana jak każda urzędniczka w jej sytuacji. Zwolnienie na całe dziewięć miesięcy przysługuje tylko w przypadku ciąży wysokiego ryzyka, gdy kobieta już kilka razy straciła dziecko albo gdy mamy do czynienia z patologią ciąży, np. nadciśnieniem tętniczym. Wtedy robi się wszystko, by to nowe życie chronić, i wypisuje się przyszłej mamie długie zwolnienie - mówi doktor Cyganek. Przyznaje jednak, że ciężarna funkcjonariuszka nie powinna kierować ruchem na ulicy, chociażby ze względu na zmienne warunki pogodowe.
- Dziwię się kolegom, którzy nie chcą zatrudniać kobiet - mówi komisarz Wiesława Milczarek, szefowa zespołu w sekcji dochodzeniowo-śledczej warszawskiej drogówki. - Ciąże i dzieci nie są problemem. Wręcz przeciwnie, policjantki matki mają więcej zapału do pracy, są lepiej zorganizowane - mówi "Gazecie". I zapewnia, że teza o tym, że policjantkom w ciąży nie chce się pracować, to mit. Wylicza: starsza posterunkowa Magdalena Piotrowska pracowała do siódmego miesiąca ciąży, a od kiedy wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim, nie wzięła ani jednego dnia zwolnienia. Z kolei starszy sierżant Agnieszka Kuchta, która jeszcze miesiąc przed rozwiązaniem prowadziła śledztwa, do opieki nad dwuletnią Zuzią zatrudniła nianię, a w pracę angażuje się do tego stopnia, że po godzinach uczestniczy w pogadankach na temat bezpieczeństwa na drodze.


Dziecko nr 5, wydanie czs z dnia 01/05/2006 - 31/05/2006 WYCHOWANIE, str. 8

JUSTYNA DĄBROWSKA, BARBARA SMOLIŃSKA

Macierzyństwo

Matka też człowiek

Dlaczego tak trudno cieszyć się macierzyństwem? Może dlatego, że wymagamy od siebie rzeczy niemożliwych...
Miła kochana opiekuńcza ciepła zawsze dostępna cierpliwa wyrozumiała dobra szczęśliwa spełniona odprężona rozwiązująca konflikty szczera zaradna konsekwentna stanowcza komunikatywna odpowiedzialna z dużym poczuciem wartości z mocnym charakterem odróżnia sytuacje poważne od błahych wie, na co ma wpływ, a co od niej nie zależy ma poczucie humoru nigdy nie zmusza do jedzenia nie ośmiesza nie straszy nie pogardza nie obwinia lubi się bawić nie pozwala, by dzieci weszły jej na głowę, ale nie jest przesadnie surowa nie obraża się, nie zamyka w sobie zawsze gotowa do rozmowy, choć nie gadatliwa wspiera samodzielność, ale stara się rozwijać i doskonalić nie udaje, że jest partnerem dziecka, ale nie okazuje mu też swojej wyższości mówi, co czuje, ale nie zalewa dziecka swoimi wynurzeniami cieszy się życiem, ale nie ukrywa swoich smutków nie reaguje histerycznie, choć jest spontaniczna nigdy nie kłamie, choć nie zawsze mówi wszystko dotrzymuje słowa nie obiecuje zbyt wiele nie tłumaczy się ze wszystkiego, ale umie przeprosić opowiada o swoim dzieciństwie, ale nie zanudza rozpieszcza, ale nie rozpuszcza umie rozmawiać, ale nie czepia się słów potrafi się wygłupiać i potrafi być bardzo poważna kiedy się złości, liczy do trzech, ale nie udaje chodzącej łagodności nigdy nie bije swojego dziecka, choć czasem ma go po dziurki w nosie.
To matka idealna. Czyli taka, której nie ma.

Uczucie matczynej niepewności jest nierozerwalnie związane z pierwszymi miesiącami życia dziecka.
Debiutująca w nowej roli kobieta ma prawo czuć się zagubiona, niepewna, a nawet przestraszona. W końcu to ona jest odpowiedzialna za to bezbronne maleństwo, którego sama dopiero się uczy.
Pierwsze tygodnie spędzone z maluchem to dla większości matek trudne, ale również piękne i niezapomniane chwile. Warto pamiętać, że poczucie zagubienia wpisane w tę sytuację jest zupełnie normalne i mija po kilku miesiącach. Warto też do tej sytuacji dostosowywać wymagania, jakie same sobie stawiamy.

Na fali żywiołu
Opieka nad malutkim dzieckiem jest zajęciem, którego nie da się ściśle zaplanować. Nic nie jest do końca pewne i oczywiste, a każdy dzień spędzony z niemowlęciem przynosi niespodzianki.
Matka skoncentrowana na każdym szczególe opieki nad maluchem dąży do tego, by jej działanie błyskawicznie dawało oczekiwany efekt. Tymczasem każde dziecko żyje własnym życiem i rozwija się w swoim tempie, zaprzeczając książkowym wzorcom. Wszelkie "instrukcje obsługi" okazują się zawodne i nieskuteczne.
Ta wymykająca się spod kontroli sytuacja rodzi w wielu matkach napięcie i niepewność. Skoro nie ma jednoznacznych reguł i recept - nie wiadomo, czym się kierować, jak postępować, by mieć absolutną pewność, że postępuje się słusznie i że dziecko w żaden sposób na tym nie ucierpi.

Nowe rozdanie ról
Bliskie wielu matkom uczucie zagubienia może być także spowodowane zmieniającym się wzorcem matki. Dzisiejsze młode kobiety nie bardzo mają skąd czerpać wiedzę na temat wzorców, a oczekiwania wobec nich są bardzo wysokie i wewnętrznie sprzeczne.
Własne doświadczenia z dzieciństwa niewiele tu pomagają, bo dzisiejsze matki żyją inaczej niż ich matki. Zmienił się tryb życia, poglądy na wychowanie, żywienie i leczenie dzieci. Jak się w tym odnaleźć?
Nowa sytuacja wymaga też nowego rozdania ról męskich. Młodzi ojcowie muszą przejąć od kobiet część ich obowiązków. Ale taka zmiana nie dokona się natychmiast - na to trzeba czasu. Trzeba więc uzbroić się w cierpliwość, co nie jest wcale łatwe.

Za głosem rozsądku
Sposobem na odzyskanie radości z macierzyństwa może być wsłuchanie się w siebie, docieranie do wiedzy, która, choć zagłuszona, ma wielką moc. W wychowaniu dziecka dobrym przewodnikiem jest zdrowy rozsądek. Warto mu się przysłuchiwać i działać w zgodzie ze sobą, zamiast chaotycznie chłonąć zdania różnych osób i pogrążać się w poczuciu niepewności i zagubienia. Lepiej zaufać własnej intuicji, a od otoczenia wymagać, by dawało wsparcie i pomoc.

Dlaczego jest tak trudno?
Istnieje kilka pułapek, które my matki zastawiamy same na siebie.
Wszyscy wiemy, że pierwsze lata życia dziecka są bardzo ważne, że wpływają na przyszłość człowieka. Czujemy ciężar tej odpowiedzialności. Nie zauważamy przy tym, że wymagania, jakie sobie stawiamy, są zbyt wysokie i że nie sposób ich wszystkich spełnić. Nikt nie jest w stanie bez przerwy być pogodny i w pełni oddany małemu i bardzo wymagającemu dziecku.
Kiedy nam się podwinie noga, czujemy się winne. A powinnyśmy się złościć. Bardzo złościć! Że oczekuje się od nas tak dużo. I że tak mało nam się pomaga.
Przecież każda z nas chciałaby dla swojego dziecka jak najlepiej. Staramy się być wystarczająco dobrymi matkami. A jednak rzadko mamy poczucie, że jesteśmy w porządku. Macierzyństwo to jedna z najwspanialszych przygód, jakich doświadczamy w życiu. Ale dlaczego tak trudno się nim na co dzień cieszyć?

Wysokie wymagania
W naszej kulturze kobiecie stawia się wymagania właściwie nie do spełnienia. Musimy być jednocześnie silne i przedsiębiorcze, a zarazem ciepłe, delikatne i opiekuńcze. Mamy być znakomitymi matkami, żonami, pracownicami, pięknymi, szczupłymi, spełnionymi, aktywnymi kobietami. Być może byłoby to łatwiejsze do osiągnięcia, gdybyśmy miały więcej pomocy ze strony otoczenia. Ale w Polsce matka bardzo często skazana jest sama na siebie. Większość kobiet nie czuje błogosławieństw polityki prorodzinnej. Po powrocie z macierzyńskiego to młoda matka jest kandydatką do zwolnienia, bo wśród wielu pracodawców pokutuje mit, że matka jest złym pracownikiem, choć jest dokładnie odwrotnie. Kto będzie równie zorganizowany, odpowiedzialny i szybki jak młoda matka? Zawód "matka" nie jest ceniony. Wciąż się słyszy, że jeśli ktoś siedzi w domu z dziećmi, to tak jakby nic nie robił. Twórca tej opinii nigdy chyba nie widział raczkującego niemowlęcia.

Perfekcjonizm
Wiele z nas uwierzyło, że wysokie wymagania można spełnić. Więc się starają. To pułapka. Jeśli uważasz, że wszystko musisz robić dobrze, i jeśli w dodatku nigdy nie jesteś z siebie zadowolona - uważaj! Grozi ci szybko chroniczne zmęczenie i wypalenie. W tę pułapkę łatwo wpadają zwłaszcza kobiety, które pamiętają swoje dzieciństwo jako niezbyt szczęśliwe. Chcąc uchronić własne dzieci przed cierpieniem, starają się bardzo zrobić wszystko, by były szczęśliwe. Starają się za wszelką cenę unikać błędów. A przecież to nie jest możliwe. Każdy z nas nieustannie popełnia błędy - i na nich na szczęście może się uczyć.
Nikt nie jest doskonały. To jedna z najmądrzejszych życiowych sentencji, a jeśli o niej zbyt łatwo zapominasz, powieś ją sobie na ścianie.

Poczucie winy
Najgorszy z rodzinnych doradców. Czujemy się winne, bo nie robimy wystarczająco dużo albo nie dość idealnie... Czujemy się winne, kiedy dzieci są niegrzeczne (one także powinny być idealne) albo kiedy złościmy się na nie (powinnyśmy być przecież aniołami). Inne matki też wywołują w nas wyrzuty sumienia - wiecznie się porównujemy i zawsze dostrzegamy mankamenty w sobie, a zalety w innych. Większość z nas ma tendencje do obwiniania się za rzeczy, które w żadnym stopniu od nas nie zależą. Zbyt często reagujemy poczuciem winy na sytuacje naturalne i nikomu krzywdy nieczyniące. Zbyt surowa ocena swojego zachowania i nadmierne krytykowanie się nawet za błahe zaniedbania sprawiają, że trudno się cieszyć macierzyństwem.

Nadodpowiedzialność
Zbyt często czujemy się całkowicie odpowiedzialne za to, kim będą nasze dzieci. A przecież nie wszystko zależy od nas. Dzieci przychodzą na świat z wyposażeniem genetycznym (i tylko część genów pochodzi od nas!). Mają jakiś wrodzony temperament, wrażliwość, inteligencję, zdolności. Ktoś mądry powiedział, że dzieci są "gośćmi, którzy pytają nas o drogę". Możemy więc naszym dzieciom wskazywać kierunek, wspierać je w wędrówce, pomagać pakować plecak na drogę, ale nie możemy uznawać, że to, jakie są, w pełni zależy od naszego postępowania. Jesteś najlepszą matką, jaką potrafisz być.
Ale nie wszystko w życiu dzieci zależy od ich matek.

Poświęcanie się
Przez całe lata wymagano od kobiet, by całkowicie poświęcały się domowi, mężowi, dzieciom. Dziś czasy się zmieniły, ale oczekiwania pozostały. Możesz uważać, że wszyscy oczekują, byś się całkowicie poświęciła dzieciom. Czy spędzasz jedną trzecią dnia na zastanawianiu się nad tym, czego twoje dziecko potrzebuje, albo nad tym, co powinnaś zrobić, żeby było szczęśliwsze? Czy nie możesz sobie przypomnieć, kiedy spędziłaś godzinę na robieniu czegoś, co sprawia ci przyjemność? Czy gdy twojego malca spotyka jakaś przykrość w przedszkolu, bardzo cię to przygnębia? Czy wolisz kupić dziecku nową zabawkę niż coś dla siebie? Czy ostatnią czekoladkę z pudełka zawsze zostawiasz dla dziecka? Pamiętaj - szczęśliwe dziecko może wychować jedynie pogodna i szczęśliwa matka. Poświęcanie się bez reszty jest formą samokarania. Na pewno na to nie zasługujesz.

Unikanie stanowczości
Może dlatego, że nasi rodzice byli nadmiernie surowi, a może z powodu stresującego trybu życia i świadomości, że czasu dla dzieci jest zawsze za mało - mamy kłopot z zachowywaniem stanowczości wobec naszych dzieci. Poszanowanie godności dziecka i zapewnienie mu pełnej wolności nie oznacza w praktyce, że pozwalamy mu absolutnie na wszystko. Nasze zdecydowanie jest dziecku bardzo potrzebne. Daje mu grunt pod nogami i poczucie bezpieczeństwa. Stanowczy ton czy zagniewana mina nie tylko nie krzywdzą dziecka, ale dają mu poczucie, że wie, kto tu rządzi. Masz prawo wytyczać granice i być stanowcza nie tylko ze względu na dobro dziecka, ale również z uwagi na własne potrzeby. Nie ma żadnego powodu, byś pozwalała dziecku na robienie czegoś, co sprawia ci przykrość lub ból. Oczywiście to, co powyżej, nie oznacza przyzwolenia na fizyczne karcenie dziecka, które nie tylko jest krzywdzące, ale również absolutnie nieskuteczne.

Nadmierne zaufanie do autorytetów
Twoja niepewność może powodować, że chętnie sięgasz po zbyt wiele lektur, które mają cię wspierać w roli matki. A przecież każda książka to propozycja innych poglądów czy metod wychowawczych. Nie da się z nich wszystkich skorzystać, a można się w tych teoriach pogubić i poczuć jeszcze większy chaos. Ciągłe czytanie poradników może zagłuszyć naturalną, intuicyjną wiedzę, którą ma każda kobieta. Ta wiedza to niezwykle cenny dar, z którego mocy może nie zdajesz sobie sprawy. Rodzicom często najtrudniej uwierzyć we własny zdrowy rozsądek podsuwający różne konkretne rozwiązania. Tymczasem to właśnie do niego warto się odwoływać.
To jest w porządku:
Podać naleśniki z dżemem na obiad.
Pozwolić na to, by w niedzielę dzieci do południa (a czasem dłużej...) biegały po domu w piżamach.
Dać dziecku lizaka, kiedy chcesz dłużej pogadać z przyjaciółką.
Robić zygzaki z keczupu na swoim kotlecie również!
Pozwolić pójść do łóżka później, kiedy w domu są dawno niewidziani goście.
Pozwolić nacisnąć kilka guzików w luksusowej windzie w biurowcu - najwyżej wolniej dojedziecie na miejsce, czy to jest takie ważne?
Skracać czytanie bajki, streszczając rozdziały, by móc wcześniej pójść spać.

 



PRACA nr 21 dodatek do Gazety Wyborczej nr 118, wydanie waw z dnia 22/05/2006 , str. 4

 

MONIKA ADAMOWSKA

Prawa, przywileje, urlopy, pomoc i pieniądze dla rodziców
Mamo, tato, poznaj swoje prawa
Masz dziecko? To masz także szczególne prawa i przywileje. Ale skorzystasz z nich tylko wtedy, gdy o nich wiesz.

Staramy się o dziecko

Lecząc niepłodność, możemy korzystać ze zwolnień lekarskich na takich samych zasadach jak podczas choroby. Czy, kiedy i na jak długo je dostaniemy, decyduje lekarz prowadzący. Mamy prawo do zasiłku chorobowego (patrz: słowniczek) w wysokości 80 proc. podstawy wymiaru (podczas pobytu w szpitalu - 70 proc.). Przypominamy: podstawa wymiaru to średnia pensja liczona z 12 miesięcy kalendarzowych poprzedzających miesiąc, w którym zachorowaliśmy.
Gdy terapia się powiedzie i kobieta zajdzie w ciążę, to oczywiście zyskuje prawo do zasiłku chorobowego w wysokości 100 proc. podstawy wymiaru oraz specjalnych przywilejów, które ma każda przyszła mama.

Ciąża pod ochroną

Ciąża to czas szczególnych praw i wyjątkowej ochrony. Pracownicy spodziewającej się dziecka nie wolno zlecać niektórych zadań, np. zmuszać do nocnych zmian czy nadgodzin. Najważniejsza ochrona to art. 177 kodeksu pracy, który nie pozwala jej zwolnić (także kiedy przebywa na urlopie macierzyńskim!).
Przywileje dotyczą tylko kobiet pracujących na umowę o pracę. Nieważne, czy jest to umowa na czas określony, czy nieokreślony. Obejmują one nawet panie zatrudnione na okres próbny, ale tylko wtedy, gdy trwa ponad miesiąc.
Niestety, nie skorzystają z nich zatrudnione na podstawie:
umowy-zlecenia,
umowy o dzieło,
umowy agencyjnej.
Także przyszła mama, która została wybrana w wyborach na określoną funkcję społeczną (np. posłanka zawodowa) nie ma specjalnej ochrony. Jeśli z tą funkcją wiąże się zatrudnienie, to kończy się ono najpóźniej z dniem wygaśnięcie mandatu czy upływem kadencji. Oczywiście, jeśli na czas sprawowania takiej funkcji kobieta wzięła urlop bezpłatny i po upływie kadencji wraca do swojego pierwotnego zakładu pracy (gdzie ma umowę o pracę), odzyskuje wszelkie przywileje zapewniające ciężarnej ochronę. Warunek: musi wrócić do swojego zakładu w ciągu maksymalnie siedmiu dni od ustania funkcji z wyboru (art. 74 kodeksu pracy).

Od kiedy kobieta jest chroniona

Od początku ciąży. I wcale nie jest ważne, kiedy poinformowała o swoim stanie pracodawcę.

Przykład:
Pani Alina Z. chciała powiedzieć szefowi, że jest w ciąży, ale ciągle czekała na dobry moment. Tymczasem to szef ją zaskoczył - wezwał ją i wręczył jej wypowiedzenie. Pani Alina załamała się - myślała, że przez to swoje zwlekanie straciła przywileje. Znajomy prawnik wyprowadził ją z błędu - nawet jeśli nie zdążyła powiadomić szefa, liczy się sam fakt, że spodziewa się dziecka. Prawnik powołał się na wyrok Sądu Najwyższego z 15 stycznia 1988 r. (Sygnatura: I PRN 74/78).
Ważne: ochronie podlegałaby również wtedy, gdyby nie zdawała sobie sprawy, że w chwili wypowiedzenia była w ciąży. W takim wypadku może wystąpić o zmianę decyzji pracodawcy. Co więcej - nawet jeśli sama złożyłaby wniosek o zwolnienie za porozumieniem stron, a dopiero później dowiedziała się, że jest w ciąży, mogłaby wycofać ten wniosek i dalej podlegać ochronie (orzeczenie Sądu Najwyższego z 19 marca 2002 r., Sygnatura: PKN 156/2001; orzecznictwo OSNP 2004/5/78). Uwaga! Jeśli pracownica dostała wypowiedzenie (np. z trzymiesięcznym terminem), a w jego trakcie zaszła w ciążę, już nie wolno jej zwolnić (wyrok SN z 29 marca 2001 r. - Sygnatura: I PKN 330/00).
Co zrobić, jeśli pracodawca nie weźmie tego pod uwagę? Np. wystąpić do sądu i walczyć o przywrócenie do pracy lub odszkodowanie. Wtedy w sądzie można przywołać wymienione wyżej orzeczenia jako argument przemawiający na korzyść ciężarnej. Ale decyzja i tak należy do sądu.

Czy to znaczy, że kobiety w ciąży nigdy nie można zwolnić?
Można, ale tylko w sytuacji wyjątkowej. Przede wszystkim - dyscyplinarnie. Czyli na podstawie art. 52 kodeksu pracy:
gdy pracownica dokona ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych (np. nieusprawiedliwiona nie pojawi się w pracy przez dłuższy czas, nadużywa alkoholu lub środków farmakologicznych albo ukradnie coś z zakładu pracy);
popełni przestępstwo uniemożliwiające dalsze jej zatrudnianie na tym stanowisku (np. zdefrauduje pieniądze firmowe - przestępstwo musi być oczywiste lub stwierdzone prawomocnym wyrokiem sądu!),
albo gdy z własnej winy straci uprawnienia do wykonywanej pracy (np. prawniczka firmy zostanie skreślona z listy radców).
Innym przypadkiem jest rozwiązanie przez pracodawcę umowy o pracę za wypowiedzeniem w okresie ciąży lub urlopu macierzyńskiego. Takie zakończenie stosunku pracy może nastąpić tylko w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji zakładu pracy.
Jeżeli pracodawca wręczy ciężarnej wypowiedzenie, a ona wygra w sądzie, musi przywrócić ją do pracy. Co więcej - za cały czas pozostawania bez pracy należy się jej odszkodowanie.
To szczególny przywilej, bo innym pracownikom należałoby się w takiej sytuacji tylko wynagrodzenie za maksymalnie trzy miesiące (art. 56 i 57 kodeksu pracy).
Nawet jeżeli kobieta w trakcie ciąży straciła pracę i ubezpieczenie chorobowe z powodu likwidacji lub upadłości firmy, a choruje, to do dnia porodu powinna dostawać zasiłek chorobowy w wysokości 100 proc. podstawy wymiaru (art. 30 ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa). Zasiłek ten wypłaci ZUS. Tam więc powinna o niego wystąpić.

Ciąża z kłopotami
Kobieta, która choruje w trakcie ciąży, ma prawo do zwolnień lekarskich na takich samych zasadach jak inne osoby chore. Na zwolnieniu lekarskim może przebywać do 182 dni. Otrzymuje tzw. zasiłek chorobowy. W jej przypadku to 100 proc. podstawy wymiaru.
Jeżeli bierze kilka zwolnień z przerwami (z tego samego powodu, tej samej choroby), ważne jest, jak długie są przerwy między nimi. Jeśli krótsze niż 60 dni, ZUS je zsumuje. Gdy dłuższe, uzna za niezależne okresy zasiłkowe i nie zsumuje, a następny zacznie liczyć od początku (art. 9 ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa).
Przykład:
Pani Zofia była na zwolnieniu przez 20 dni w pierwszym miesiącu ciąży. Później czuła się dobrze i pracowała, a od szóstego miesiąca znów musiała wziąć zwolnienie. Ponieważ przerwa była dłuższa niż 60 dni, ZUS zaczął odliczać jej te 182 dni od początku. Pani Olga też była na zwolnieniu przez 20 dni w pierwszym miesiącu ciąży. Później czuła się dobrze, ale już od początku trzeciego miesiąca - znów źle. Miała więc tylko 30 dni przerwy między zwolnieniami. Dlatego ZUS potraktował je jako jeden okres zasiłkowy i już po siódmym miesiącu ciąży pani Olga wykorzystała całe 182 dni.
To ważne, bo obecne przepisy nie pozwalają przedłużać wypłaty zasiłku chorobowego o dalsze trzy miesiące.

Co więc powinna zrobić przyszła mama, jeśli jej zwolnienie wkrótce przekroczy te 182 dni, a ona ciągle nie może wrócić do pracy?
O tym musi pomyśleć wcześniej. Co najmniej sześć tygodni przed upływem 182 dni zasiłkowych powinna w ZUS (swoim oddziale) złożyć wniosek o przyznanie tzw. świadczenia rehabilitacyjnego (patrz: słowniczek).
Dlaczego z takim wyprzedzeniem? Bo o przyznaniu tego świadczenia decyduje lekarz orzecznik. Jeżeli kobieta jest niezadowolona, może odwołać się pisemnie do komisji lekarskiej ZUS. Wtedy wydanie decyzji się przedłuża.
Natomiast od decyzji ZUS może odwołać się do sądu pracy i ubezpieczeń społecznych (w swoim sądzie rejonowym).
Uwaga! To lekarz prowadzący powinien odpowiednio wcześnie poinformować ciężarną, że musi starać się o świadczenie rehabilitacyjne (rozporządzenie ministra pracy i polityki społecznej z 27 lipca 1999 r. w sprawie szczegółowych zasad i trybu wystawiania zaświadczeń lekarskich... wraz ze zmianami z 22 grudnia 2005 r.). Ale, jak narzekają przyszłe mamy, nie zawsze tak się dzieje. Lepiej więc samemu wcześniej wystąpić o świadczenie rehabilitacyjne. Tak, by otrzymać je zaraz po zakończeniu pobierania zasiłku chorobowego i nie zostać bez pieniędzy.
Świadczenie rehabilitacyjne to dla ciężarnej znów 100 proc. podstawy wymiaru (dla innych pracowników - 90 proc. przez pierwsze trzy miesiące, później tylko 75 proc.). Można je pobierać aż do rozwiązania (inni - maksymalnie do 12 miesięcy).
Kobieta zatrudniona w kilku miejscach powinna dostać zwolnienie do wszystkich miejsc pracy. Musi o to poprosić lekarza. Takie zwolnienie trzeba złożyć w ciągu siedmiu dni od wystawienia.
ZUS ma prawo skontrolować kobietę ciężarną na chorobowym, podobnie jak kontroluje inne osoby. Np. sprawdzić, czy nie dorabia, zamiast odpoczywać. Może to zrobić tyle razy, ile uzna za stosowne. Zwykle jednak (by nie narażać kobiety na dodatkowy stres) ciężarnej nie wzywa się na badanie przez lekarza orzecznika. Ponoć nawet wtedy, kiedy stara się o świadczenie rehabilitacyjne.
Uwaga! Jeżeli lekarz zaleci ciężarnej leżenie, powinna leżeć. Taka informacja zostaje wpisana do zwolnienia.

Czy musi leżeć w domu?
Nie. Może np. przebywać u rodziny (nawet w odległej miejscowości), pod której opieką pozostaje. Ważne! Powinna powiadomić swój ZUS lub swój zakład pracy (płatnika świadczenia), pod jakim adresem przebywa.
Ciężarna pracownica, która nie korzysta ze zwolnienia lekarskiego, ma prawo wykonać zlecone przez lekarza badanie specjalistyczne w godzinach pracy. Oczywiście wtedy, gdy po pracy jest to niemożliwe (np. godziny pracy pokrywają się z godzinami otwarcia przychodni specjalistycznej). Mimo że nie była ona w tym czasie w pracy, należy się jej normalne wynagrodzenie za ten czas.
Macierzyński/tacierzyński
W Sejmie leżą projekty ustaw, które przewidują zmiany zasad przyznawania urlopu macierzyńskiego. Posłowie debatują, prześcigają się w pomysłach. Ale na razie wymiar urlopu macierzyńskiego to wciąż:
16 tygodni - przy pierwszym porodzie,
18 tygodni - przy każdym następnym porodzie,
26 tygodni - w przypadku urodzenia więcej niż jednego dziecka podczas jednego porodu, czyli mamie bliźniaków, trojaczków itd.
Na macierzyński można pójść już przed porodem! Kobieta ma prawo w ten sposób wykorzystać co najmniej dwa tygodnie urlopu (art. 180 par. 3). Resztę odbierze po urodzeniu dziecka. Jednak pracodawca nie może zmusić jej, by tak zrobiła. Nawet jeżeli jego zdaniem w trakcie ciąży za często była na zwolnieniu.
Uwaga! Matka na własne życzenie może zrezygnować z części urlopu macierzyńskiego, ale musi wziąć nie mniej niż 14 tygodni liczonych od dnia porodu.
Część urlopu macierzyńskiego może także wykorzystać tata! Ale i wtedy mama musi wziąć 14 tygodni. Później pisze do pracodawcy prośbę o skrócenie jej urlopu i dołącza zaświadczenie od pracodawcy męża potwierdzające termin rozpoczęcia urlopu przez tatę. Mama lub tata na takim urlopie mają prawo do zasiłku macierzyńskiego (patrz: słowniczek).
Taki zasiłek to przeciętne miesięczne wynagrodzenie z ostatnich 12 miesięcy kalendarzowych.
Kto powinien go wypłacać? Reguluje to art. 61 ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Zgodnie z nim w zakładach, które zgłosiły do ubezpieczenia chorobowego powyżej 20 osób, taki zasiłek płaci pracodawca, czyli tzw. płatnik składek.
Natomiast ZUS wypłaca je:
pracownikom zakładów zatrudniających do 20 osób,
ubezpieczonym prowadzącym pozarolniczą działalność gospodarczą i osobom z nimi współpracującym,
ubezpieczonym podlegającym ubezpieczeniu chorobowemu w Polsce z tytułu zatrudnienia u pracodawcy zagranicznego.
Wyjątkowo zasiłek przysługuje także wtedy, gdy mama nie jest już objęta ubezpieczeniem chorobowym. Jest to możliwe, gdy w czasie ciąży zakład mamy ogłosił upadłość lub został zlikwidowany albo gdy matka została zwolniona z naruszeniem prawa (musi być prawomocny wyrok sądu).
Urlopu macierzyńskiego nie można dzielić na części i wykorzystywać z przerwami. Wyjątek stanowi sytuacja, gdy dziecko zostaje w szpitalu. Wówczas mama musi wykorzystać osiem tygodni macierzyńskiego liczonego od dnia porodu, a potem może wrócić do pracy i resztę takiego urlopu wziąć już po zabraniu malucha ze szpitala do domu.
Zaraz po macierzyńskim rodzic ma prawo wziąć urlop wypoczynkowy. Pracodawca musi go udzielić (art. 163 par. 3 kodeksu pracy). Można też wziąć urlop wychowawczy.

Adoptujemy dziecko

I w takim przypadku rodzicom należy się macierzyński (a dokładnie - urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego). Prawo do niego mają także rodziny zastępcze - z wyjątkiem rodziny zastępczej pełniącej zadania pogotowia rodzinnego! Warunek: można go wykorzystać tylko do ukończenia przez dziecko pierwszego roku życia.
Pozostałe prawa i przywileje (np. urlop wychowawczy, zwolnienia, opieka) są identyczne dla wszystkich rodziców (biologicznych i adopcyjnych).

Na wychowawczym

Urlop wychowawczy może wziąć mama lub tata. Ale aby go otrzymać, trzeba być zatrudnionym przez co najmniej sześć miesięcy (łącznie, a więc można zmienić pracę i zsumować okresy zatrudnienia w kilku firmach). Ważne! Musi to być zatrudnienie w ramach stosunku pracy (więcej o tym pisaliśmy na początku, w akapicie o ciąży pod ochroną).

Ile może trwać wychowawczy?

Na jedno dziecko - maksymalnie do trzech lat. Przysługuje tylko do ukończenia przez dziecko czwartego roku życia;
na bliźniaki i więcej dzieci - także do trzech lat, do ukończenia czwartego roku życia; potwierdza to wyrok Sądu Najwyższego z 28 listopada 2002 r. (II UK 94/2002 - OSNPUS 2004, nr 6, poz. 106);
na dziecko niepełnosprawne - maksymalnie do sześciu lat. Można go wykorzystać do ukończenia przez dziecko 18. roku życia, jeżeli z powodu stanu zdrowia potwierdzonego orzeczeniem o niepełnosprawności dziecko wymaga osobistej opieki pracownika.
Wychowawczy można brać od razu cały lub z przerwami (maksymalnie w czterech częściach! - art. 186 kodeksu pracy). Nie trzeba się na niego decydować od razu po macierzyńskim. Ale musimy o niego poprosić pracodawcę (pisemnie!) co najmniej dwa tygodnie przed terminem. Oboje rodzice mogą być na takim urlopie jednocześnie, ale tylko przez trzy miesiące! (art. 186, par. 3 kodeksu pracy).
Okres urlopu wychowawczego liczy się do stażu pracy (ważne dla przyszłej emerytury).
Uwaga! Lata urlopu wychowawczego udzielonego po 1 stycznia 1999 r. są przeliczane jako tzw. składkowe, czyli jak normalny rok pracy. W czasie wychowawczego to budżet państwa opłaca za matkę lub ojca składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe. Są obliczane od kwoty równej wysokości świadczenia pielęgnacyjnego w tym czasie - dziś to 420 zł.
Niestety, taki urlop nie jest płatny. Pomoc finansowa w tym czasie należy się tylko uprawnionym do pobierania zasiłku rodzinnego (na podst. Ustawy z 28 listopada 2003 o świadczeniach rodzinnych):
rodzinom, w których dochód na osobę nie przekracza 504 zł,
a w przypadku, gdy członkiem rodziny jest dziecko niepełnosprawne - 583 zł.
O prawo do zasiłku może się starać rodzina, która nieznacznie przekroczy ten dochód - o kwotę niższą niż najniższy zasiłek (czyli dziś 43 zł). Warunek: wcześniej dostawała taką pomoc!

Ile zasiłku rodzinnego można otrzymać?
43 zł - na pierwsze i drugie dziecko
53 zł - na trzecie
66 zł - na czwarte i więcej.
O te pieniądze występujemy do swojej gminy. Konkretnie do instytucji, którą gmina wyznaczyła do realizacji Ustawy o świadczeniach rodzinnych. Zwykle jest to albo specjalny referat w urzędzie miasta, albo wydział Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie lub Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Jeśli nie wiemy, gdzie w naszym mieście wypłacane są świadczenia, zapytajmy w urzędzie miasta.
Osoby uprawnione do zasiłku rodzinnego mogą otrzymywać dodatki do niego, m.in. z tytułu urodzenia dziecka i z tytułu sprawowania opieki nad dzieckiem w okresie urlopu wychowawczego. Szczegółowo o zasiłkach, dodatkach, zapomogach i wszelkich formach finansowej pomocy na dzieci napiszemy jutro w "Gazecie".
Ważna zmiana! Jeżeli mama przebywająca na urlopie wychowawczym urodzi następne dziecko, nie przysługuje jej urlop macierzyński, bo wszelkie obowiązki wynikające ze stosunku pracy są w tym czasie zawieszone. Ale uwaga! Ma prawo do zasiłku macierzyńskiego, czyli może pobierać także zasiłek rodzinny z dodatkami, a na drugie dziecko także zasiłek macierzyński!
W latach 1999-2004 kobietom w takiej sytuacji zabierano wypłacany wówczas wychowawczy, bo rozporządzenia ministra pracy zakazywały pobierania obu świadczeń jednocześnie. Ale 30 stycznia 2006 r. Trybunał Konstytucyjny uznał te przepisy za naruszające konstytucję. Dlatego kobiety mogły występować do ZUS o zwrot utraconych zasiłków. A te, które dopiero znajdą się w takiej sytuacji, mają prawo do obu tych świadczeń naraz (orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 30 stycznia 2006, sygnatura: SK 39/04).
Osoby przebywającej na urlopie wychowawczym nie można zwolnić. Wyjątek: dyscyplinarnie - art. 52 kodeksu pracy. Niestety, mogą ją objąć zwolnienia grupowe, kiedy firma ogłasza upadłość czy jest likwidowana (art. 186 kodeksu pracy oraz ustawa z 13 marca 2003 o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników).
Uwaga na zwolnienia grupowe!
Przykład: Sprawa, w której orzekał Sąd Najwyższy (sygnatura: II PZP 13/05). Danuta B., kelnerka z Piły, miała umowę na czas nieokreślony. W latach 2004-07 miała być na urlopie wychowawczym. Ale w marcu 2005 r. dostała wypowiedzenie. Jej szef uzasadnił to zmianami organizacyjnymi w firmie - powołał się na art. 10 ustawy z 13 marca 2003 o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników. Wystąpiła do sądu. W pierwszej instancji wygrała. Sąd uznał, że ograniczenie zatrudnienia to jeszcze nie likwidacja czy upadłość. Sąd odwoławczy miał wątpliwość, więc wystąpił z pytaniem do Sądu Najwyższego. Ten ostatni stwierdził, że przepisy o zwolnieniach grupowych (art. 10 ust. 1 i 2) pozwalają w takim przypadku rozwiązać umowę o pracę. Przywołał art. 5 tej ustawy, który mówi, kiedy nie stosuje się przepisów szczególnej ochrony. Dlatego pracownika na urlopie wychowawczym można zwolnić na podstawie ustawy o zwolnieniach grupowych. W takich przypadkach wyłącza ona szczególną ochronę kodeksu pracy.

Czy w trakcie wychowawczego można się dokształcać?

Rodzic może się szkolić, a nawet dorabiać. Ale nie tak, by wykluczało to możliwość sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem. Gdy pracodawca dowie się, że pracownik nie sprawuje takiej opieki, może wezwać go do stawienia się w pracy (art. 1862, par. 2 kodeksu pracy).
Po powrocie z wychowawczego mama lub tata musi być zatrudniony na tym samym lub równorzędnym stanowisku. Warunek: wynagrodzenie nie może być niższe niż przed urlopem, a praca zgodna z kwalifikacjami.
W trakcie urlopu wychowawczego nie przysługuje zasiłek chorobowy.
Mama lub tata jeszcze na urlopie macierzyńskim ma prawo powiadomić pracodawcę, że nie chce korzystać z urlopu wychowawczego, ale pragnie przez pewien okres pracować w mniejszym wymiarze - np. na pół etatu. Pracodawca musi tę prośbę uwzględnić (art. 1867 kodeksu pracy). Warunek: pracownik nie może zaproponować mniej niż połowy wymiaru czasu pracy i musi zadeklarować, jak długo chce w ten sposób pracować. Nie może to trwać dłużej, niż mógłby trwać urlop wychowawczy.
Niestety, takie urlopy nie przysługują kobietom prowadzącym własne firmy. Gdyby te mamy uparły się i zrobiły sobie taki urlop, i tak musiałyby albo normalnie płacić składki do ZUS (dziś jest to ponad 700 zł), albo wyrejestrować działalność. Resort pracy wyjaśniał, że taki urlop jest świadczeniem przewidzianym wyłącznie dla pracowników (art. 186 kodeksu pracy). Po nagłośnieniu tej dyskryminacji matek "prywaciar" do ministra pracy wystąpili rzecznik praw obywatelskich oraz rzecznik praw dziecka. Uważają, że przepisy dyskryminujące matki-właścicielki firm łamią konstytucję. RPO czeka teraz na odpowiedź z Ministerstwa Pracy.
Przerwa na karmienie

Gdy karmiąca mama pracuje do 4 godz. dziennie, przerwy nie przysługują. Jeżeli jednak jej dzień pracy jest dłuższy, ma do nich prawo.
1 x 0,5 godz. (lub 45-minutowa przy karmieniu dwójki lub więcej dzieci) przerwy - gdy pracuje do 6 godz. dziennie,
2 x 0,5 godz. (lub 2 x 45 min. przy bliźniakach i więcej) - gdy jej dzień pracy przekracza 6 godzin.
Te przerwy są normalnie płatne. Pracodawca nie może ich odmówić. Kobieta może z nich korzystać, dopóki karmi (nie ma określonego wieku dziecka). Ale uwaga! Jeżeli pracodawca podejrzewa, że pracująca mama nadużywa swoich praw, może zażądać zaświadczenia od lekarza.
Przerwy na karmienie to coś, co należy się dodatkowo (poza standardowymi dla wszystkich 15-minutowymi przerwami na zregenerowanie sił lub posiłek - przy pracy ponad 6 godz.).
Przerwy na karmienie można łączyć, co znaczy, że np. kobieta może wcześniej wychodzić do domu (art. 187 par. 1 kodeksu pracy). Może też zabiegać o ustalenie indywidualnego rozkładu czasu pracy.

Opieka nad dziećmi
Mama lub tata dziecka do czwartego roku życia ma w pracy szczególne prawa. Ale rodzice w zakładach pracy muszą zadeklarować, kto będzie z tych praw korzystał (nie mogą oboje naraz). Takiemu rodzicowi nie wolno bez jego zgody dawać nadgodzin, zwłaszcza pracy w nocy, a także wysyłać w delegacje do innej miejscowości.
Do ukończenia przez dziecko 14. roku życia rodzic ma prawo do:
dwóch dni wolnego na opiekę nad dzieckiem (płatnych jak dzień pracy). Można te dwa dni wykorzystać naraz lub w razie nagłej potrzeby brać po jednym dniu. Jeżeli rodzic zmienia zakład pracy, a w jednym wykorzystał jeden dzień, to ma prawo do drugiego dnia w danym roku u nowego pracodawcy;
zasiłku opiekuńczego, czyli najprościej mówiąc, płatnego wolnego za czas opieki nad dzieckiem.
Uwaga! Przysługuje on tylko ubezpieczonym podlegającym obowiązkowo ubezpieczeniu chorobowemu. Nie mogą z niego skorzystać np. prowadzący własną działalność czy pracujący na zlecenie. Podstawę jego wymiaru stanowi przeciętne wynagrodzenie za 12 miesięcy kalendarzowych poprzedzających niezdolność do pracy. Należy się 80 proc. podstawy wymiaru.
Taki zasiłek dostaniemy, gdy:
nasze dziecko ma do ośmiu lat, jest zdrowe, ale zamknięto jego żłobek, szkołę lub przedszkole i nie zapewniono innej opieki. Trzeba wtedy przynieść do płatnika - pracodawcy lub ZUS - zaświadczenie np. z tego żłobka, że taka sytuacja ma miejsce;
małżonek stale opiekujący się dzieckiem zachorował (trafił chory do szpitalu lub np. żona rodzi dziecko), tak że nie może osobiście sprawować tej opieki;
dziecko nie ma jeszcze ukończonych 14 lat, jest chore i wymaga opieki (tzw. zwolnienie lekarskie na dziecko);
dziecko ma powyżej 14 lat, ale wymaga (z powodu choroby) opieki drugiej osoby.
Zasiłek można pobierać nie dłużej niż 60 dni w roku (w sumie! niezależnie od liczby dzieci). W tych 60 dniach maksimum 14 może być wzięte na dziecko powyżej 14 lat.
Co zrobić, jeżeli zaczynamy pracę o 7.30, a jedyne w mieście przedszkole otwiera się dopiero o godz. 8? I na to jest rada. Rodzic w takiej sytuacji (podobnie jak matka karmiąca) może pisemnie poprosić pracodawcę o indywidualny rozkład czasu pracy. Krótko mówiąc - o pracę na innych zasadach niż wszyscy pozostali. O taki rozkład musi poprosić sam - wystąpić z pisemnym wnioskiem. Pracodawca nie musi się na to zgodzić, ale wielu szefów woli to zrobić, by znerwicowany rodzic nie urywał się z pracy albo się nie spóźniał.
Dziękuję za pomoc:
PRACOWNIKOM CENTRALI I ODDZIAŁU ZUS W SZCZECINIE ORAZ SZCZECIŃSKIEJ KANCELARII ADWOKATA I RADCY PRAWNEGO DARIUSZ NIEBIESZCZAŃSKI & STEFAN MAZURKIEWICZ

Słowniczek
Podstawa wymiaru zasiłku - przeciętne miesięczne wynagrodzenie wypłacone za 12 miesięcy kalendarzowych poprzedzających niezdolność do pracy.
Zasiłek chorobowy - to świadczenie pieniężne, jakie przysługuje ubezpieczonemu, który nie jest zdolny do pracy z powodu choroby. Przysługuje do maks. 182 dni (ten czas to tzw. okres zasiłkowy). Jego wysokość jest procentową częścią tzw. podstawy wymiaru. U ciężarnej zasiłek ten równy jest 100 proc. podstawy wymiaru.
Zasiłek macierzyński - świadczenie wypłacane w trakcie korzystania z urlopu macierzyńskiego - 100 proc. podstawy wymiaru.
Dodatek wychowawczy - dodatek do zasiłku rodzinnego wypłacany z tytułu sprawowania opieki nad dzieckiem w trakcie urlopu wychowawczego. Należy się wyłącznie uprawnionym do zasiłku rodzinnego i wynosi 400 zł na dziecko.
Świadczenie rehabilitacyjne - przysługuje osobie ubezpieczonej, gdy wyczerpała ona już zasiłek chorobowy, ale wciąż nie może wrócić do pracy. Warunek: dalsze leczenie, rehabilitacja rokują odzyskanie zdolności do pracy. Szczegóły tych świadczeń: Ustawa o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa.

Ważne przepisy
Kodeks pracy - DzU 1998 r. nr 21, poz. 94 ze zmianami;
Rozporządzenie ministra gospodarki, pracy i polityki społecznej z 16 grudnia 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków udzielania urlopu wychowawczego - DzU 2003 nr 230, poz. 2291;
Ustawa z 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa - DzU 2005 nr 31 poz. 267;
Ustawa z 13 marca 2003 r. o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników - DzU 2003 nr 90, poz. 844 ze zmianami.
Ustawa z 28 listopada 2003 r. o świadczeniach rodzinnych - DzU 2003 nr 228, poz. 2255 ze zm.

 


PRACA nr 16 dodatek do Gazety Wyborczej nr 91, wydanie waw z dnia 18/04/2006 , str. 2

JOANNA BLEWĄSKA

 

Rząd chce wydłużyć urlopy macierzyńskie, ale "kobiety pracujące" są temu przeciwne
Polki nie chcą dłuższego urlopu

Polki wolą pracę niż dom. Bardziej chcą awansować, niż wychowywać dzieci. I nie potrzebują przywilejów w postaci dłuższego urlopu macierzyńskiego
Kobiety przyznają, że ich sytuacja na rynku pracy jest zła. Ale nie czują się dyskryminowane w zakładach pracy. Największy problem to zatrudnienie. - Wiemy, że dodatkowe przywileje, jak dłuższe urlopy macierzyńskie, jeszcze pogorszą naszą sytuację na rynku pracy - mówi Katarzyna Świeżawska-Ambroziak, jedna z autorek finansowanych z UE badań "Kobieta pracująca", do których dotarła "Gazeta".
Ankieterzy przepytali prawie 2 tys. kobiet i niemal tyle samo przedsiębiorców z całej Polski. Cel raportu - zwiększenie szans kobiet, które chcą pracować. Na pytanie, co staje na drodze do ich zatrudniania, pracodawcy mówią jasno: dzieci. I wymieniają trzy najważniejsze powody: konieczność wydłużania umowy o pracę z kobietą w ciąży, urlop wychowawczy i urlop macierzyński. - Te zniechęcają ich w dwojaki sposób - uważa Świeżawska-Ambroziak. - Po pierwsze, przedsiębiorcy boją się, że na długo stracą pracownika. Po drugie, obawiają się, że jeśli złamią któryś z przepisów, kobieta pobiegnie do sądu.
- Czy to takie dziwne, że mamy wątpliwości? - pyta Piotr Grzegorzewski, właściciel agencji marketingowej w Łodzi. - Rozważamy przecież, co będzie najlepsze dla naszej firmy.
Zdaniem dr Izy Desperak, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego, przywileje nie tylko paniom nie pomagają, ale też nie zachęcają ich do macierzyństwa. - Dobrze widać to na przykładzie Szwecji. Więcej dzieci rodzi się tam dzięki polityce aktywnego zatrudniania obojga rodziców oraz pomocy im, np. poprzez łatwy dostęp do przedszkoli - mówi.
Zdaniem przedsiębiorców w Polsce praca zawodowa jest dla pań tylko dodatkiem do domu. To nieprawda! Dla zdecydowanej większości to praca jest na pierwszym miejscu albo przynajmniej na równi z domem. Obowiązki rodzinne są ważniejsze dla kilku procent - wynika z raportu.
Połowa kobiet byłaby gotowa zrezygnować w najbliższej przyszłości z planów rodzinnych, np. urodzenia dziecka. Aż 19 proc. nie rodziłoby kolejnych, gdyby miało to oznaczać kłopoty ze znalezieniem pracy. A 7 proc. deklaruje całkowitą rezygnację z macierzyństwa. - Praca to dla nas podniesienie własnej wartości, kontakty z ludźmi - mówi Świeżawska-Ambroziak. - Nawet gdyby kobiety dostały wielki spadek i tak nie zrezygnowałyby z zatrudnienia. A ponad połowa bezrobotnych pań byłaby gotowa pracować za płacę minimalną.
Iwona Ochota jest fryzjerką, obecnie na bezrobotnym, szuka pracy. Kilka lat temu prowadziła własny zakład. - Otwierałam go, gdy zaszłam w ciążę - wspomina. Nie było łatwo. Z trzymiesięczną córeczką Nicolą codziennie przyjeżdżała do pracy. Ona strzygła, a córeczka spała na zapleczu. - Praca dawała mi dużą satysfakcję. A gdy matka jest szczęśliwa, to przekłada się na dziecko - uważa.
Dlatego nie popiera dłuższych urlopów macierzyńskich. - Zamknięta w domu kobieta jest zestresowana. Martwi się o pracę, czy ma dokąd wracać.
Przedsiębiorcy wiedzą, jak poprawić sytuację kobiet na rynku pracy. Radzą, by były aktywniejsze, podnosiły swoje kwalifikacje. Kobiety są innego zdania. Będzie im łatwiej, gdy lepszy będzie dostęp do żłobków i przedszkoli. - Lepszym rozwiązaniem niż dłuższy urlop macierzyński byłoby też dofinansowanie przedszkoli przy dużych firmach - mówi Małgorzata Brzezińska, szefowa Instytutu Nowych Technologii w Łodzi.
Kobiety mówią też o zmianie modelu rodziny. Prawie 70 proc. przyznaje, że to one wykonują domowe obowiązki. Mąż odpowiada za pranie i sprzątanie tylko w sześciu na 1 tys. domów. - To problem, który pojawia się już w europejskich debatach - mówi Świeżawska-Ambroziak. - Pracodawcy postrzegają kobiety jako dźwigające na barkach cały dom. I nie chcą ich, bo gdy już dostaną pracę, panie są bardzo wysoko oceniane. Zdaniem pracodawców są bardziej pracowite, dokładniejsze, rzetelniejsze, chętniej się uczą i dokształcają niż mężczyźni - wynika z raportu. Są za to zdecydowanie mniej dyspozycyjne i niechętnie zmieniają miejsce zamieszkania. - Znów wracamy do niesprawiedliwego modelu rodziny - podsumowuje Świeżawska-Ambroziak.

Badanie zostało sfinansowane z Europejskiego Funduszu Społecznego. Na zlecenie departamentu wdrażania EFS w Ministerstwie Gospodarki i Pracy wykonało je Centrum Badań i Analiz Rynku w Kutnie.

 


Gazeta Wyborcza nr 137, wydanie waw z dnia 13/06/2006 MÓJ BIZNES, str. 34

 

PATRYCJA MACIEJEWICZ

Pracownica na macierzyńskim to dla firmy nic strasznego

Wiele firm zabiega ostatnio o żeńskich pracowników. Nie dlatego, że to poprawne politycznie, ale dlatego, że widzą w tym interes.
Kobieta ma w pracy pod górkę. Mniej się jej płaci, wypytuje o plany prokreacyjnie, a po macierzyńskim nierzadko wręcza wypowiedzenie.
W porównaniu z mężczyznami są uznawane za gorszych pracowników, bo jako potencjalne matki mogą zniknąć z firmy na urlopy i zwolnienia. M.in. dlatego zatrudnienie kobiet jest niższe, a stopa bezrobocia wśród nich wyższa (według badania aktywności ekonomicznej na koniec 2005 r. wynosiło 18,3 proc., wśród mężczyzn 15,4 proc.).
Organizacje przedsiębiorców przekonują, że opinia o żeńskich pracownikach jest nieprawdziwa. Wiele analiz międzynarodowych pokazuje, że firmom opłaca się zatrudniać kobiety. Np. amerykańska firma Catalyst prowadząca badania dotyczące pozycji kobiet na rynku pracy przeanalizowała wyniki największych firm z listy "Fortune". Okazało się, że lepsze wyniki osiągały te, w których więcej stanowisk kierowniczych obsadzonych było przez kobiety. - Powtórzyliśmy te badania na 2,3 tys. firm w naszym kraju i wyniki były podobne - mówi Lisbet Berning z duńskiego instytutu Great Place to Work.
Jednak kobiety liczą się w firmach nie tylko jako szefowie. Jacek Drabik, szef Centrum Oprogramowania Motoroli w Krakowie, przyznaje, że gdy w jego firmie większość inżynierów stanowili mężczyźni, atmosfera w pracy nie była najlepsza. Postanowiono ściągnąć do centrum więcej kobiet. Było to jednak trudne, gdyż studia informatyczne kończyli głównie mężczyźni. Uruchomiono więc specjalny program dla uczniów szkół średnich popularyzujący informatykę. - Po pięciu latach w programie bierze udział już ponad 2 tys. uczniów rocznie, z czego 56 proc. to dziewczęta. Odsetek kobiet na studiach informatycznych wzrósł z 2 do 8,6 proc. - mówi Drabik.
Wiele firm międzynarodowych prowadzi już w swoich oddziałach w Polsce programy dla kobiet, które zachodzą w ciążę i rodzą dzieci. W poznańskiej fabryce Volkswagena 100 proc. zachodzących w ostatnim czasie w ciążę kobiet szło od razu na zwolnienie lekarskie. - To dezorganizowało pracę i powodowało dodatkowe koszty godzin nadliczbowych i organizowania zastępstw. Postanowiliśmy coś z tym zrobić - przyznaje Wojciech Moliński, członek zarządu firmy. By zwiększyć motywację do pracy i przywiązanie ciężarnych do firmy, zaproponowano im pracę sześć, ewentualnie osiem godzin dziennie, a od ósmego miesiąca ciąży kobieta mogła już zostać w domu. Dodatkowo firma opłaca szkołę rodzenia, która może się odbywać w godzinach pracy, i wszystkie konieczne badania.
Tam, gdzie jest to możliwe, firmy umożliwiają swoim pracownikom pracę w domu. Tak jest w IBM.
Kobietom na urlopach macierzyńskich proponowane są szkolenia e-learningowe. Dostęp do internetu (z firmowym intranetem) podtrzymuje kontakt z firmą. Powrót do pracy jest więc łatwiejszy. - Bardzo ważnym elementem naszego programu było szkolenie kadry kierowniczej. Dzięki nim menedżerowie nie uważają macierzyństwa swoich pracownic za dramat - wyjaśnia Jolanta Jaworska z IBM Polska.
- Przeciętny pracodawca nie wie, że pomagając zatrudnionej kobiecie, zyskuje w rezultacie zadowolonego z pracy, oddanego i efektywnego pracownika - podkreśla Henryka Bochniarz, szefowa Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Efektywność zdaniem psychologów wynika z tego, że młode matki są bardzo dobrze zorganizowane, w pełni poświęcają czas w firmie na pracę, by nie musieć zostawać po godzinach.
Problem jednak w tym, że na specjalne programy dla kobiet stać tylko duże firmy, i to najczęściej międzynarodowe, które mają już odpowiednią kulturę pracy. - Najwięcej miejsc pracy jest jednak w firmach małych i mikro. Rząd powinien robić wszystko, by i tym firmom opłacało się zatrudniać kobiety. Ale nowe propozycje posłów, by wprowadzić długie okresy ochrony młodych matek przed zwolnieniem, przyniosą skutek odwrotny. Zamiast aktywizować kobiety, będą wypychać je z rynku pracy - przekonuje Bochniarz.


 

 Gazeta Wyborcza nr 116, wydanie waw z dnia 19/05/2006 KRAJ, str. 8

BOGDAN WRÓBLEWSKI

W całej Unii Europejskiej łatwiej ścigać alimenciarzy

Dla tysięcy kobiet alimenty od byłych mężów żyjących za granicą to fikcja. Szansą dla nich jest europejski tytuł egzekucyjny.

Pani Barbara samotnie wychowuje trzech synów. Pochyla się nad "paskiem" wypłaty za ostatni miesiąc. Obok ma kartkę z rozpisanymi ratami kredytów w bankach. Płaci tylko 30 proc. czynszu, spółdzielnia już groziła skreśleniem z listy członków. Jej były mąż - Polak - prowadzi firmę we Włoszech. Odmawia płacenia alimentów. - Dzieci nie mogą czekać, potrzebne są przepisy, które pozwolą na szybką egzekucję - mówi pani Barbara.
Pani Aneta jest dziesięć lat po rozwodzie z Francuzem polskiego pochodzenia. Dla 12-letniej dziś córki nie wyegzekwowała dotąd od męża ani grosza. - Był taki moment, że zostałam w jednych butach, przeżyłam dzięki pomocy rodziny - opowiada.

UE kryje złych tatusiów
Przed wejściem Polski do UE rocznie przez sądy przechodziło ponad tysiąc wniosków o dochodzenie roszczeń alimentacyjnych za granicą. Dopiero za miesiąc będą dane, ilu alimenciarzy jest teraz, ale na pewno więcej. Są wśród nich i cudzoziemcy, i Polacy. W ostatnich dwóch latach pracę w państwach UE oficjalnie znalazło ok. miliona osób.
- Otwarcie granic i rynków pracy powoduje, że niektórzy tatusiowie mogą wręcz przed alimentami uciekać - nie ma wątpliwości prof. Zbigniew Hołda z Fundacji Helsińskiej.
Gdy pani Barbara za pośrednictwem sądu wystąpiła o egzekucję alimentów, były mąż przesłuchany we Włoszech twierdził, że nie ma takich długów. Parę lat temu złożyła zawiadomienie do prokuratury. Jej męża zatrzymano na granicy. Groźba pozbawienia paszportu spowodowała, że spłacił część zaległości wobec Funduszu Alimentacyjnego.
To dzięki Funduszowi udało się jej wykształcić synów (dwóch już studiuje). Ale w kwietniu 2004 r. Fundusz został zlikwidowany. - Od dwóch lat nie dostałam ani grosza. Jestem bankrutem - mówi dziś.
- Sytuacja tych kobiet jest gorsza niż matek, które byłych mężów mają w kraju. Prawnicy muszą coś wymyślić, czekam na podpowiedzi mądrzejszych - mówi wiceminister pracy Jolanta Kluzik-Rostkowska.
- Nie mamy wpływu na procedurę w tamtych państwach, nasz sąd jest tylko kurierem. Najwięcej skarg dotyczy właśnie Włoch, są sprawy, które leżą tam od dziewięciu lat - mówi sędzia Katarzyna Biernacka, naczelnik wydziału prawa międzynarodowego w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Z ETE do Londynu
Co można zrobić? Pani Aneta złożyła skargę do Trybunału w Strasburgu. Wyrok może jej dać finansową satysfakcję.
Fundacja Helsińska ma też inny pomysł: - Spróbujemy pomóc pani Barbarze. Przetestujemy procedurę europejskiego tytułu egzekucyjnego (ETE) - mówi Adam Bodnar, szef programu spraw precedensowych w Fundacji.
ETE obowiązuje w Polsce od 6 maja. Jest to wydawane przez sąd zaświadczenie, które w większości spraw o roszczenia pieniężne potwierdza ważność orzeczenia naszego sądu na terenie całej UE.
Czy można zastosować ETE w ściganiu alimenciarzy? - To bardzo dobry pomysł - mówi sędzia Krzysztof Łochowski z Warszawy.
Zaświadczenie ETE uzyskać można w tym samym sądzie, który rozstrzygał sprawę o alimenty. Sądy powinny już mieć formularze wniosku o wydanie ETE, sędzia na jednoosobowym posiedzeniu sprawdza tylko, czy wypełniony wniosek spełnia wymogi formalne - i kobieta powinna szybko dostać zaświadczenie ETE.
I wyrok sądu przyznający alimenty, i zaświadczenie muszą być przetłumaczone na język kraju unijnego, gdzie mieszka zły tatuś.
Z tymi dwoma dokumentami kobieta zwraca się wprost do komornika lub jego odpowiednika we Francji, Włoszech, w Wlk. Brytanii.
- Będzie też można się zgłosić do firmy windykacyjnej za granicą, a nawet sprzedać jej zaległe alimenty jak inną wierzytelność - mówi Adam Bodnar z Fundacji. - Przygotujemy "instrukcję obsługi ETE", bo spodziewam się wielkiego zainteresowania - dodaje.


 Gazeta Wyborcza nr 135, wydanie waw z dnia 10/06/2006 - 11/06/2006 ŚWIĄTECZNA, str. 18

DOROTA FRONTCZAK

Debata "Gazety" Zawód matka

Czy państwo powinno płacić matkom? A może trzeba wprowadzić urlop macierzyński dla ojców? O to spierali się uczestnicy debaty w klubie "Goście Gazety".  
Agnieszka Kublik, "Gazeta": Polki rodzą coraz mniej dzieci. Czy rząd widzi ten problem?
Joanna Kluzik-Rostkowska, wiceminister pracy: W Polsce na jedną kobietę przypada jedno i dwie dziesiąte dziecka. To dlatego, że mamy trudny rynek pracy dla kobiet. PiS, LPR i SLD zaproponowały okres ochronny dla kobiet wracających z urlopów macierzyńskich. PiS trzy lata, LPR dwa i pół roku, SLD rok czy też 18 miesięcy. Ja jestem przeciw. To tylko zwiększy strach przed zatrudnieniem młodych kobiet.
Rząd proponuje wydłużenie urlopu macierzyńskiego o dwa tygodnie, bo na tyle stać skarb państwa. Są projekty PiS i LPR, które mówią o dłuższym urlopie, ale gdyby tak się stało, należałoby wprowadzać zmiany stopniowo. Pytanie, czy ojcowie powinni brać część urlopu zwanego macierzyńskim. W Polsce mężczyźni mogą brać ostatnie dwa tygodnie, ale dzieje się to rzadko, bo urlop jest za krótki. Szesnastotygodniowe dziecko, zwłaszcza karmione piersią, wymaga jednak obecności mamy.
Czy pracodawcy boją się młodych kobiet?
Henryka Bochniarz, prezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan": Kiedy pytamy przedsiębiorców, dlaczego nie tworzą miejsc pracy, odpowiadają: wysokie koszty pozapłacowe. Wprowadzenie okresu ochronnego tylko tę sytuację pogorszy.
Proponujemy stworzenie zachęt, które okazały się skuteczne w innych krajach: promowanie elastycznych form pracy, rozwój żłobków i przedszkoli, zmniejszenie opłat za nie, pomoc finansową na opłacenie ich dla osób samotnie wychowujących dzieci i rodzin wielodzietnych, zwiększenie równowagi na rynku pracy oraz wydłużenie urlopu macierzyńskiego o dwa tygodnie, w tym wprowadzenie jednego tygodnia obligatoryjnego dla ojca.
Pani Minister, co Pani o tym sądzi?
Joanna Kluzik-Rostkowska: Jedyna moja niepewność to ten obligatoryjny tydzień dla ojców. Moje własne doświadczenia pokazują, a mam trójkę dzieci, że kobiety po urlopie macierzyńskim korzystają z urlopu wypoczynkowego. Nie wyobrażam sobie, że wracam po 17 tygodniach do pracy na tydzień, po to żeby mój mąż ten tydzień spędził w domu, po czym idę na urlop wypoczynkowy. To działałoby tylko przy dłuższym urlopie.
Alternatywne formy pracy w teorii istnieją, pracodawca może zatrudnić kobietę na pół etatu, pozwolić jej pracować w domu. Ale bezrobocie jest bardzo duże i nie wierzę, że pracodawcy pozwolą kobietom siedzieć w domu, gdy od mężczyzny żądają siedzenia po 12-14 godzin. Żadnej ustawy nie trzeba zmieniać, tylko zachęcić pracodawców, by chcieli po te formy sięgać.
Magdalena Środa, była pełnomocnik ds. równego statusu kobiet i mężczyzn: Możemy zamknąć kobiety w domu, odciąć je od wiedzy, od edukacji seksualnej, nie refundować środków antykoncepcyjnych. A na obywateli nałożyć obowiązek posiadania siedmiorga dzieci. Ale nie tak wygląda polityka demograficzna w państwie demokratycznym. Kobiety nie będą chciały rodzić w sposób odpowiedzialny więcej niż dwójki, trójki dzieci. Do tego możemy je zachęcić tylko przez czynniki ekonomiczne.
Model rodziny się zmienia. Coś takiego jak tradycyjną rodzinę znajdą państwo już tylko w polskich serialach. W Polsce kobiety właściwie zawsze pracowały, a te, które były w domu, nigdy nie cieszyły się prestiżem. I kiedy po 40 latach małżonek stwierdza, że nie zgadza się z żoną charakterem, kobieta zostaje bez środków do życia. Może powinna mieć np. dostęp do połowy emerytury męża. Obecna polityka jest antykobieca.
Dlaczego PiS prowadzi taką antykobiecą politykę?
Marian Piłka, poseł PiS: Spadek urodzeń zaczął się w 1983 r., zatem zmiany na rynku pracy nie rozwiążą problemu. Wiele wskazuje też na to, że staniemy wobec załamania systemu emerytalnego.
Pierwszą i najważniejszą tego przyczyną jest sytuacja ekonomiczna młodych rodzin, które są najuboższą grupą społeczną w kraju. Druga bariera jest barierą kulturalną - to model rodziny, która późno zawiera małżeństwo. W rezultacie jest małodzietna lub bezdzietna. Trzeci czynnik to przyczyny zdrowotne. W Polsce jest około miliona rodzin, które mają problemy z posiadaniem dzieci.
Pierwsze, co może zrobić państwo, to materialnie wspomóc młode rodziny. Wydłużenie urlopów o dwa tygodnie to jest wydatek rzędu 150 mln, czyli poniżej promila wydatków budżetowych. W projekcie ustawy, który zaproponowałem, jest sześć miesięcy na pierwsze dziecko, dziewięć miesięcy na drugie i rok na trzecie dziecko.
A jaka część dla ojca?
Marian Piłka: Odrywanie dziecka od matki to przemoc psychiczna. W Szwecji, jak wiemy, ojcowie biorą swoją część urlopu, by polować na łosie.
W kwestii rynku pracy: ja nie jestem dogmatycznie przywiązany do proponowanego okresu ochronnego dla kobiet. Rząd może zaproponować np. ulgi w składce na ZUS.
I ostatnia rzecz, bardzo niepopularna, to jest zmowa milczenia na temat skutków zdrowotnych środków antykoncepcyjnych. Jeżeli kobieta używa ich przez długi czas, to ma to dla niej negatywne skutki.
Czy to dobry pomysł, by obniżyć składki ZUS?
Henryka Bochniarz: A kto załata powstałą dziurę? Nie można z jednej strony rozdymać wydatków socjalnych, a z drugiej obniżać składek zusowskich.
Magdalena Środa: W Polsce jest najwięcej specjalistów od zapłodnienia in vitro. Jednocześnie jesteśmy jedynym krajem oprócz Białorusi i Rumunii, który go nie refunduje.
Natomiast to, że środki antykoncepcyjne szkodzą, jest kłamstwem. Nie wiem, ile pan poseł Piłka wziął tych środków w swoim życiu, ale ja brałam sporo i czuję się świetnie.
Panie Marszałku, jak pomóc młodym kobietom, które zastanawiają się: zawód matka czy praca na etacie?
Bronisław Komorowski, wicemarszałek sejmu, poseł PO: W niektórych kręgach patrzono na problem wielodzietności jak na przejaw patologii. Nieszczęśni mają dzieci i tak jak pijakom, alkoholikom oraz prostytutkom należy im pomóc, bo sobie nie radzą. A z kolei na skrajnej prawicy panowało przekonanie, że problem funkcjonowania rodziny można sprowadzić do kwestii prenatalności: byle urodzili. Platforma chce stawiać na rodzinę nie tylko jako na fabrykę dzieci, ale także instytucję wychowującą obywateli, którzy radzą sobie w życiu.
40-proc. bezrobocie zniechęca do podejmowania decyzji o posiadaniu dzieci. Prezydent Kwaśniewski obiecywał mieszkania dla młodych ludzi, PiS dołożyło, że to będzie 3 mln mieszkań. Młodzi zderzają to z tym, że nie mają żadnych perspektyw.
Wystarczy zaadaptować rozwiązania Szwecji, Danii czy Francji na miarę polskich możliwości. To musi być system, gdzie zmieszczą się i urlopy macierzyńskie, i dodatki za posiadanie dzieci albo prawo do korzystniejszego systemu podatkowego.
Czy za wykonywanie zawodu "matka" powinno się płacić?
Joanna Kluzik-Rostkowska: Jeżeli kobieta jest w domu i wychowuje dzieci, to w naturalny sposób ma prawo do wspólnych pieniędzy. Jeśli mężczyzna ogranicza żonie dostęp do nich, jest to przemoc ekonomiczna, która podlega procesowi sądowemu. Pani minister Środa ma pomysł, żeby żona miała prawo do emerytury męża, ale wtedy młodzi ludzie jeszcze rzadziej będą zawierać związki małżeńskie.
Henryka Bochniarz: 70 proc. naszego dochodu jest tworzone przez małe firmy rodzinne. Pomyślmy, co zrobić, żeby małe firmy zatrudniały kobiety. Większość dochodu w Polsce tworzy sektor usług, który pozwala na elastyczne formy pracy. To jest szansa, pod warunkiem że kodeks pracy stanie się elastyczny. Tymczasem trzymamy się rygoryzmu wywalczonego przez związki zawodowe wielkich firm. A one dbają o swój elektorat, a nie o interesy bezrobotnych.
Polacy są przedsiębiorczym narodem. Dlaczego tego przedsiębiorczego ducha, tego, że walczymy o pierwszy samochód, o pierwsze mieszkanie, nie możemy wykorzystać, tylko myślimy, jak zwiększyć wydatki socjalne, co spowoduje, że będziemy mieć coraz mniej ludzi pracujących i w 2021 roku, jak pokazują badania, ogłosimy bankructwo. Ciekawe, kto będzie ostatni gasił światło, rozumiem, że PiS?
Joanna Senyszyn, posłanka SLD: Nie można płacić kobietom, które wychowują dzieci, bo nie tworzą PKB. Gdyby dostawały wynagrodzenie, nastąpiłaby nierównowaga rynkowa, a inflacja byłaby galopująca.
Państwo mogłoby płacić składkę emerytalną kobietom, które wychowują dzieci. Nie trzeba by się dzielić emeryturą męża, a równocześnie pieniądze nie wpływałyby na rynek i nie stanowiłyby zagrożenia dla równowagi rynkowej ani dla inflacji.
SLD proponuje zmniejszenie obowiązkowego okresu ochronnego dla kobiet, dlatego że wobec przewagi partii koalicyjnych, która może przegłosować, że niedziela jest w piątek, chcemy podsunąć rozwiązanie mniej szkodliwe.
Prof. Irena Kotowska, demograf: Dziwi mnie, że o diagnozę sytuacji demograficznej w Polsce nie zapytano demografów. Konieczne jest sprostowanie paru mitów. Nieprawdą jest to, że im później kobiety rodzą, tym mają mniej dzieci. Właśnie w krajach o wysokiej dzietności dzieci rodzą się późno, średni wiek rodzenia pierwszego dziecka w Szwecji to 28 lat, szczyt dzietności we Francji przypada na 33-34 lata.
Cały czas dyskutujemy o kobietach, a musimy dyskutować o rodzicach, którzy podejmują wspólnie odpowiedzialne decyzje za sytuację materialną rodziny. Wolałabym, żeby dzisiaj tytuł tego spotkania był "Zawód: rodzic", a nie "Zawód: matka". Gdy mówimy o sytuacji krajów skandynawskich czy Francji, musimy pamiętać, że to nie jest to samo. Francja ma tradycje wspierania rodziny od okresu przedwojennego. Natomiast rozwiązania skandynawskie wiązały się ze zmianą modelu rodziny, która tam zaczęła się najwcześniej. Korzystna sytuacja wynika z równości płci zarówno w rodzinie, jak i poza nią. Bez myślenia o elastyczności w odgrywaniu ról w rodzinie, co oznacza także podejmowanie obowiązków opiekuńczych przez mężczyzn, nie rozwiążemy problemu.
Marian Piłka: Należy się także rozprawić z ideologią feministyczną wpędzającą kobiety w kompleks niższości, że nie robią kariery, podczas gdy to właśnie urodzenie i wychowanie dziecka jest najwspanialszą rzeczą, która może spotkać człowieka w życiu.
Magdalena Środa: I za tę wspaniałość płacicie 1000 zł? Mamy becikowe, przedłużone urlopy macierzyńskie i okres ochronny, czyli wyrzucenie kobiet z rynków pracy.
Marian Piłka: A co pani zrobiła? Co zrobiło SLD? Skróciło urlopy macierzyńskie i podniosło VAT na ubranka dziecięce.
Są z nami państwo Kubisowie, rodzice dziesięciorga dzieci. Jak sobie państwo radzicie?
Sebastian Kubis: Należymy do tych rodzin, o których pani Środa mówiła, że ich już nie ma. Nie jestem kompetentny, żeby wypowiadać się o rozwiązaniach systemowych, ale jako obserwator tego, co się dzieje w Polsce, uważam, że za mało się mówiło o ojcu. Nie wiem, czy kobieta czuje się bezpieczniej wtedy, kiedy ma otwarty rynek pracy, czy kiedy ma kochającego męża, który może utrzymać rodzinę?
My oboje pracujemy tylko dlatego, że moja pensja nie wystarcza. Ktoś może powiedzieć, że dlatego, że mamy tyle dzieci. Ale kiedy przez pół roku mieszkaliśmy we Włoszech, moja pensja w zupełności wystarczała. W Polsce idzie w całości na pokrycie opłat związanych z mieszkaniem.
Katarzyna Kubis: Pracuję w domu na umowę o dzieło. Biorę książki z wydawnictwa i tłumaczę z włoskiego. Nikogo nie obchodzi, czy ja karmię, czy przewijam dziecko. Zrobiłam uprawnienia tłumacza przysięgłego, ale żeby podbijać pieczęcią tłumacza przysięgłego, muszę mieć firmę. Tymczasem płacenie ZUS-u byłoby kolejną stałą opłatą miesięczną, i to tak wysoką, że nie mogę sobie na nią pozwolić.
Taki sposób na zachęcanie do rodzenia dzieci jak becikowe do Pani przemawia?
Katarzyna Kubis: Nasze dzieci rodzą się z miłości, nie trzeba mnie do tego zachęcać. Ucieszyłam się z becikowego, bo to zawsze jakiś kolejny zapłacony rachunek do przodu. Na pewno nie rozwiązuje problemu, bo koszty wychowania dzieci są o wiele większe. Na szczęście nasze dzieci mają zdolności muzyczne, a szkoła muzyczna jest stosunkowo tanią aktywnością pozalekcyjną.
Dziwne by było, gdyby kobiety wychowujące dzieci były opłacane, co wtedy z samotnymi matkami? Rodzina jest jednością. Jeśli mąż zarabia godnie, to wpływa korzystnie na całą rodzinę.
Niestety, bywa, że mężczyźni myślą inaczej, i wtedy kobietom trzeba pomóc.
Sebastian Kubis: Szukałbym przyczyn w mentalności, w której nie istnieje figura ojca. Ojca, który jest fundamentem rodziny. O tym się w ogóle nie mówi, a przez to wielu niedocenionych ojców ucieka od rodziny. My sobie jakoś radzimy bez pomocy państwa, pomaga nam Kościół.